Rezerwat Zielona Góra i Góry Towarne
Góry Towarne na bis
Wspomnienia
Fotografia krajobrazu to rzecz niebezpieczna. Przekonałem się o tym aż dwa razy w ostatnich dwóch tygodniach.
![]() |
| Fotografia krajobrazu to rzecz niebezpieczna, zaś droga do zatracenia jest szeroka i kolorowa. Tryb Jesienne Liście. Kontrast 0. Nasycenie +2. |
Za pierwszym razem rozbolał mnie nadgarstek od klikania w zgłoszenia "Lawinowe", wśród których dominują zdjęcia krajobrazu. Wtedy jeszcze myślałem, że to od touchpada w laptopie, ale teraz jestem pewny, że chodzi o pejzaże. Na szczęście czas na przysyłanie zgłoszeń już dobiegł końca, a ja uporałem się z całą administracyjną robotą. Teraz Klub "Źródło" obraduje. Laureatów już znamy (ale o tym cicho, sza!) i wybieramy zdjęcia na wystawę. Klikania jest mniej, ale ciągle jest. Na szczęście zauważyłem, że jak się wisi na drążku, to ten nadgarstek się jakoś rozciąga, w środku robi się miejsce i boli mniej. Potem już z górki, a w zasadzie to pod górkę - można się podciągać. No, więc się podciągam i treningów nie odpuszczam.
Drugą nauczkę od fotografii krajobrazu dostałem wczoraj, to jest w niedzielę, kiedy zapragnąłem ponosić statyw. Zabrałem, poniosłem, otwarłem i ustawiłem. Prosto w kozie bobki. Kozy kiedyś miałem w ogródku i ich bobki mi nie straszne, ale statyw wieszam w szafie obok puchówki, więc musiałem go dobrze wymyć. Długo już go nie zabiorę na wycieczkę. Nie patrzy pod nogi.
O statywie dowiedziałem się jeszcze dwóch innych rzeczy.
Pierwsza jest taka, że choć ciężki, to formy nie buduje, bo jak już się go postawi, to tak bardzo się go nie chce ruszać, że się przy nim stoi... i je. I tak całe popołudnie. Stałem z tym statywem w kozich bobkach ponad trzy godziny i zjadłem prowiant na cały dzień. Tak mi się nudziło.
![]() |
| Jestem fotografem ślubnym. Tryb Czarno-Biały. Kontrast -3. |
Druga rzecz, której dowiedziałem się o statywach jest taka, że jak już się je ustawi w upatrzonym, idealnym miejscu, to wszystko, co ciekawe, dzieje się gdzieś indziej - za Tobą, trochę obok, albo za tym czymś, co akurat fotografujesz. Trzeba wtedy robić minę, żeby wyglądać na takiego, który wie coś, czego nikt inny nie wie i pozostać niewzruszony, kiedy wszyscy z aparatami na szyi biegną w przeciwną stronę niż Ty fotografujesz. Ja tak robiłem i się opłaciło. Zrobiłem zdjęcie ślubne. Nie wiem komu, ale zrobiłem. Z tymi zdjęciami ślubnymi i statywami to jest chyba jakaś prawidłowość, bo nie zdarzyło mi się to po raz pierwszy, a drugi, co znaczy, że zawsze wtedy, kiedy stoję za statywem trafia mi się młoda para.
Miniony tydzień cały był wypełniony statywami, bo jeszcze w czwartek zrobiłem planowany eksperyment z winietą z Optimizera, do którego potrzebowałem wiarygodnego światła, więc musiałem przynieść ze strychu studio i zamontować siedem lamp, a każdą z nich ustawiłem na statywie. To była istna lawina statywów. Wnioskuję, że Janusz musi być zadowolony. JANUSZ MUST BE HAPPY!, jak mawiają w języku, którego nauczam, gdy nie noszę statywów.
![]() |
| Tyle statywów ustawiłem w pokoju w zeszłym tygodniu. Tryb Jesienne Liście. Kontrast 0. Nasycenie +2. |
Spoglądam w kalendarz i staram sobie przypomnieć, co jeszcze ciekawego wydarzyło się w ubiegłym tygodniu. Poza trzepaniem zgłoszeń "Lawinowych" i noszeniem statywów chyba nic. To znaczy, działy się ciekawe rzeczy na mieście, ale przy obecnym deficycie nauczycieli nie mam szans w nich uczestniczyć. Przynajmniej do końca sierpnia.
Za to w weekend się działo.
Wycieczka
Wycieczki były dwie. W Góry Towarne i w Góry Towarne. Wycieczka w Góry Towarne od wycieczki w Góry Towarne różniła się tym, że w Góry Towarne zabrałem statyw. To jest różnica zasadnicza, bo podczas wycieczki w Góry Towarne bez statywu chodziłem dużo, ponad 15 kilometrów i zrobiłem dużo różnych zdjęć, zaś podczas wycieczki w Góry Towarne ze statywem chodziłem mało, mniej niż 5 kilometrów i zrobiłem dużo takich samych zdjęć.
![]() |
| Góry Towarne Małe i Duże. Ciągle nie wiem, które są które. Tryb Jesienne Liście. Kontrast 0. Nasycenie 0. |
Dwie wycieczki w Góry Towarne zdarzyły się z okazji nadzwyczajnie pięknej pogody w niedzielę. Po prostu nie mogłem wysiedzieć w domu przy takiej pogodzie. Musiało się do tego przyczynić przestawianie godziny i godzinę dłuższy niż zwykle sen. O siódmej rano byłem już po czterech kawach i bardzo mnie nosiło. Poniosło mnie i nadmiar energii postanowiłem spożytkować na noszenie statywu. No i poniosłem.
Opowiadając od tyłu, niedzielna wycieczka była wspaniała. Pojechałem sam, ze statywem. Stanąłem w kozich bobkach koło berberysa i cisów i podziwiałem rozgrywające się spektakle pośród skałek Gór Towarnych.
Był tam wspinacz, trochę ciapa, ale walczył. Był i drugi, który głosem spokojnym zdradzał ze znawstwem miejsca kluczowych trudności i właściwą do ich pokonania kolejność ruchów, po czym związał się liną i wstawił w drogę, i tym samym zdradził, że też ciapa.
Była panna młoda z panem młodym. Bardzo dzielni oboje, bo choć ciepło było, to w strojach balowych pewnie zmarzli przez te godziny cierpliwego pozowania.
Były tłumy rodzin z dziećmi, które uzasadniają istnienie JOPRu, a nawet wołają o zwiększenie jego liczebności poprzez uparte włażenie na każdy większy jurajski kamień bez racjonalnego pomysłu na powrót z niego na łąkę.
Byli też fotografowie robiący widoczki i byłem ja z plecakiem pełnym kanapek, które szybciej niż zwykle się kończyły.
Niezwykłe, co wszystko można zobaczyć, gdy ma się statyw.
Choć ten instrument jest wielce nieporęczny i znacznie spowalnia ruchy fotografa, pozwala się nudzić niemiłosiernie, a z nudów człowiek wymyśla przeróżne rzeczy. Tak i ja wymyślałem. Wymyśliłem około 180 kombinacji ustawień strefy twórczej aparatu i wszystkie wcieliłem w życie. Przebrnięcie przez ten zalew niemalże identycznych zdjęć pewnie zajmie mi wieki, ale liczę na jakąś wiedzę z tego wynikłą. Kiedy przeanalizuję wszystkie, wyniki obserwacji opiszę w rozdziale FOTOGRAFIA.
Cofając się w czasie do soboty, wspominam wycieczkę w Góry Towarne bez statywu. To był piękny dzień i słonko świeciło, i na szczęście nikt się koło południa nie zatracił.
Przeszliśmy z parkingu pod Towarnymi w same skałki, gdzie rozpierzchliśmy się nieco, a każdy zagłębił się w swoim temacie. Kiedy ja zagłębiałem się w ustawieniach trybu Autumn Leaves, Mateusz, bo był z nami, rzucił się w trawę i nie bacząc na niewygody, ją fotografować grzyby. "Co może być gorszego od fotografa podczas spaceru? Dwóch fotografów!", żartował Mateusz. Ola się nie śmiała, tylko bez słowa poszła na inne wzgórze, znacznie dystansując się od naszych introwertycznych zachowań.
![]() |
| Zainspirowany odwagą innych turystów, Mateusz wlazł na kamień, by spojrzeć na świat z góry. Tryb Jesienne Liście. Kontrast 0. Nasycenie 0. |
Obecność Mateusza wskazuje, że wycieczki jurajskie są zakaźne. Pierwszą zarażoną osobą był Nieznany Wędkarz Michał, kolejnymi byli brat z bratową, teraz Mateusz. Chęć spacerów się rozprzestrzenia drogą facebookową i tą samą dotarła do Mateusza. Zaraźliwość jest wysoka i to dobrze chyba, bo Mateusz choć zapalonym miłośnikiem fotografii jest, czasu na jej uprawianie ostatnio ma mniej. No to teraz miał cały dzień. Przy okazji sobie nieźle pochodził, bo z Gór Towarnych poszliśmy nieszczęsnym Szlakiem Orlich Gniazd do Rezerwatu Zielona Góra, a to wyszło ponad piętnaście kilometrów. Szlak czerwony Orlich Gniazd nazwałem nieszczęsnym nieprzypadkowo. Po raz drugi wędrówka prowadziła drogą. To nie jest najfajniejszy sposób spacerowania. Na szczęście na tym odcinku jest chodnik.
![]() |
| Pierwsze nieśmiałe kolory jesieni w rezerwacie Zielona Góra. Tryb Jesienne Liście. Kontrast 0. Nasycenie 0. |
Rezerwat Zielona Góra wymaga powtórki. Po pierwsze ciągle jest niemalże całkowicie zielony, jesieni w nim jak na lekarstwo, a po drugie nie widzieliśmy jeszcze wszystkich skałek. Zaś te, które widzieliśmy, wołają o pomstę do nieba. Jakiś lokalny imbecyl popisał je farbą, niczym transformator na Parkowej w Rudzie Śląskiej. Teraz każdy, kto znajdzie w rezerwacie skałki, od razu dowie się kto, co komu i kiedy. Taka skałka ogłoszeniowa to jest obecnie. Przetrwała na tym wzgórzu nietknięta przez 165 milionów lat, aż do odwiedzin tego głupka. Nie bacząc na okoliczności, do rezerwatu jeszcze wrócimy, bo na pewno zżółknie za tydzień i to trzeba zobaczyć!
Mniej więcej, gdy odkryliśmy pobazgraną skałę, dotarła wiadomość z Rudy Śląskiej, że już leje, a i u nas zrobiło się ciemno. Żwawo ruszyliśmy w kierunku Gór Towarnych, u stóp których mieliśmy auto. Pierwsze krople dosięgły nas dopiero na parkingu.
![]() |
| Choć deszcz zdawał się nieunikniony, byliśmy nieustraszeni. Tryb Jesienne Liście. Kontrast +1. Nasycenie 0. |
Fotografia
No i teraz się zacznie.
W zeszłym tygodniu byłem bardzo zadowolony ze zdjęć z Biakła, ale nie byłbym sobą, gdybym nie szukał dziury w całym. Doszukałem się dziury światła w środku obrazów zrobionych przy użyciu Optimizera. Ta winieta mnie zaniepokoiła, więc musiałem ją koniecznie zbadać.
W Internecie cicho jak makiem zasiał. Ani słowa o winiecie. Nic nie szkodzi, poradzę sobie. Ku uciesze Janusza poszedłem na strych, odkurzyłem studio i zainstalowałem siedem lamp błyskowych w lesie statywów. Wyjąłem światłomierz i w dziewięciu miejscach zmierzyłem ilość światła padającego na jeden metr kwadratowy ściany. Równiutkie f/7,1 przy ISO100 w każdym miejscu. Stojący na statywie (a jakże by inaczej?) aparat skalibrowałem szarą kartą i wykonałem serię zdjęć testowych.
Zdjęcia wykazują ponad wszelką wątpliwość, iż Optimizer wyłącza automatyczną korekcję winiety obiektywu (Shading correction) i próbuje rozjaśniać zaciemnienie swoimi sposobami. Te sposoby są jednak nieskuteczne i winieta, choć znacznie osłabiona, zostaje. Mogę jedynie podejrzewać, że aparat wyłącza jedno z narzędzi, gdyż oba wykonują tę samą pracę. Zasada redundancji się kłania i w tym momencie jest to ukłon niezgrabny. Automatyczna korekcja winiety dla systemowego obiektywu jest niezwykle skuteczna, gdyż zapewne zaprogramowana została precyzyjnie dla każdego stopnia przysłony, co skutkuje całkowitym wyeliminowaniem zaciemnienia. Zaś analiza cieni wykonywana przez Optimizer ma na celu jedynie ich rozjaśnienie, nie zaś wybielenie. Efektem jest winieta.
Będąc perfekcjonistą, chciałem winietę wyeliminować. W sobotę Optimizera nie włączyłem, choć słońce ostro świeciło. Zdjęcia są kiepskie. Przesadzony kontrast, zbyt głębokie cienie i zbyt gęste kolory. Nieużywanie Optimizera powoduje większe szkody niż winieta. Chyba jest z tym tak, jak z antybiotykami. Nikt nie lubi ich łykać, ale oczekiwane korzyści przewyższają możliwe działania niepożądane. Optimizer wraca do gry.
![]() |
| Zbyt kontrastowe zdjęcie bez Optimizera. Tryb Jesienne Liście. Kontrast 0. Nasycenie 0. |
W sobotę miałem też wypróbować słabe odszumianie obrazu ustawieniem LOW. Tak zrobiłem, ale nie mogę wyciągnąć żadnych wniosków poza takim, że zdjęcia zdają się bardziej miękkie. Na to wrażenie wpływ może mieć więcej czynników, dlatego najlepiej będzie zrobić dedykowany temu problemowi plener.
![]() |
| Korekcja ekspozycji -1EV. Optimizer 5LV. Tryb Jesienne Liście. Kontrast 0. Nasycenie 0. |
Niedzielna wycieczka ze statywem była tak satysfakcjonująca, jak bezowocna. Przyjemność z bycia w piękny dzień na Jurze zrównała się z chaosem informacyjnym wypływającym z nadmiaru zrobionych zdjęć. Kolejna wada statywu.
Kiedy tak stałem znudzony w kozim wychodku, bezustannie kręciłem ustawieniami aparatu, a że wyobraźnię mam bujną, wymyśliłem sporo różnych kombinacji. Obecnie jestem nimi totalnie przytłoczony. Co gorsza, C1 nie czyta informacji z JPEGów, więc musiałem zainstalować Imaging Edge od SONY, żeby zobaczyć, co tam nakręciłem.
Dla uporządkowania sprawy zacznę od opisu metody pracy, a potem przejdę do marnych wniosków.
Mając aparat na statywie miałem wolne ręce. No może jedną, bo w drugiej zawsze trzymałem jakąś kanapkę. Tą wolną ręką operowałem aparatem i szarą kartą, z której brałem pomiar balansu bieli i ekspozycji. Następnie, pomiarem punktowym badałem niedoświetlenie sceny w cieniach i prześwietlenie w światłach. Te niedoświetlenia i prześwietlenia kompensowałem różnymi ustawieniami strefy twórczej trybów Autumn Leaves, Sunset lub B&W. Narzędziami służącymi kompensacji były ekspozycja, kontrast, nasycenie barw, Optimizer i jego bracketing, HDR automatyczny i manualny, bracketing balansu bieli i w końcu zapis RAW, który z nadmiaru dobroci tym razem sobie jeszcze odpuszczę. Razem 182 zdjęcia, plus 102 z soboty i jeszcze kilkanaście testów białej ściany.
Jestem w połowie drugiego przebiegu analizy zdjęć z soboty, w której Imaging Edge okazał się bardzo pomocny. Program odczytuje wszystkie ustawienia aparatu w momencie zapisu zdjęcia, dzięki czemu wnioski aż tak marne, jak się z początku wydawały, nie są.
Na początek powiem, że Imaging Edge twierdzi, iż aparat nie wyłącza korekcji winiety. Mimo to, jest ona widoczna na zdjęciach.
Dalsze wnioski są już dużo dalej idące, choć wcale nie rewolucyjne. Zdają się potwierdzać wszystkie stare prawdy i powielać praktyki rekomendowane dla użytkowników RAWów.
Wszystkie wykonane w niedzielę zdjęcia są poprawnie naświetlone i dobrze zbalansowane. Bracketing balansu bieli nie jest potrzebny, gdy korzysta się z szarej karty. Pomimo stosowania licznych kombinacji ustawień kontrastu, nasycenia, HDRa czy Optimizera, wszystkie zdjęcia są po prostu dobre i bardzo do siebie podobne. Diabeł tkwi jednak w szczegółach i te są najciekawsze.
Jeśli miałbym wartościować zebrany materiał, powiedziałbym, że zdjęcia niedoświetlone dla ocalenia szczegółów w światłach, a następnie rozjaśnione w cieniach Optimizerem i rozciągnięte na szerokość histogramu kontrastem wyglądają najgorzej. Zdjęcia cechują się nadmierną gęstością, wyglądają ciężkie przez nadmierny kontrast i tracą szczegóły w cieniach. Tym sposobem wykonałem zdjęcia z pierwszej wycieczki w Góry Towarne i z kolejnej do Kamieniołomu Kielniki. Patrząc na tamte zdjęcia, aż trudno mi uwierzyć, że to najmniej, na co stać ten aparat.
![]() |
| Mocno niedoświetlone zdjęcie i Optimizer. Korekcja ekspozycji -1EV. Optimizer 5LV. Tryb Jesienne Liście. Kontrast +2. Nasycenie 0. |
Równie kiepsko, choć po przeciwnej stronie kontrastu, wyglądają HDRy wykonane z 12EV różnicy. Obraz jest płaski, a rysunek w tonach średnich przypomina rysunek techniczny. Na pewno nie brak tu szczegółów.
Zdjęcia wykonane z umiarkowaną siłą Optimizera (3LV) lub HDR (2EV lub 3EV) wyglądają zdecydowanie najlepiej. Kluczem jest jednak właściwe operowanie kontrastem i ekspozycją. Nie wchodząc jeszcze w nadmierne szczegóły powiem, że najlepiej sprawdził się sposób, który zaraz opiszę. Biorąc pomiar światła z szarej karty ustalam ogólną ekspozycję dla całej sceny. Pomiar punktowy poszczególnych części fotografowanego krajobrazu wskazuje na poprawną ekspozycję dla skał, prześwietlenie nieba o 2EV i niedoświetlenie cienia o 3EV. Zakres tonalny całej sceny wynosi 5-6EV, a matrycowy pomiar sceny wskazuje niedoświetlenie o 0,7EV, podczas gdy zebra alarmuje prześwietlenie niemalże całego nieba. Podczas poprzednich wycieczek korygowałem ekspozycję dla ratowania nieba, a cień rozjaśniałem Optimizerem. Całość rozciągałem kontrastem. Jednak nie tym razem. W niedzielę zdecydowałem się zmniejszać kontrast, by histogram pomieścił cały zakres tonalny sceny. Wszak SONY A7II rejestruje 13,6EV zakresu w RAWie i około 9EV w JPEG. Zredukowany kontrast sprawia, że zdjęcie robi się płaskie, a kolory wyblakłe, jeśli jednak fotografowana scena sama w sobie jest wystarczająco kontrastowa, nie stanowi to problemu. Każdy krok redukcji kontrastu kompensowałem zwiększeniem nasycenia barw, a celem nadrzędnym było przesunąć całą tonalność sceny ku prawemu końcowi histogramu. Większa ekspozycja to większy sygnał, większy sygnał to mniejszy stosunek szumu do sygnału, mniejszy stosunek to czystszy obraz. Każdy fotograf to wie i ta powszechna wiedza sprawdza się również podczas fotografowania w JPEG. Dopiero tak ustawioną ekspozycję koryguję Optimizerem lub HDRem. Umiarkowanie, odpowiednio 3LV lub 2-3EV. Oba narzędzia zmniejszają kontrast, więc teraz mogę na powrót podnieść kontrast o jeden stopień. Mogę też zmniejszyć nasycenie odpowiednio. Tak zarejestrowana scena jest świetlista, kolory są wysycone, szczegóły w cieniach dużo lepiej widoczne i znika problem odszumiania. Sygnał jest wystarczająco silny, by przyćmić szum.
Na tych wnioskach teraz poprzestanę i wcielę nowe doświadczenia w życie. Może ze dwie, albo trzy wycieczki tak pochodzę, żeby nabrać wprawy. Może tak zrobię, a może podczas kolejnego oglądu zdjęć z niedzieli zaobserwuję coś jeszcze...
No i zaobserwowałem. Gdy tylko wyłączyłem ten cholerny kolor, wszystko stało się prostsze. Tak ocena obrazu, jak i histogramu. Jedno i drugie wskazuje, że korzystając z Optimizera, warto korygować kontrast obrazu odpowiednio. To znaczy, najpierw poprawna ekspozycja na światła i regulacja kontrastu tak, by wszystko się zmieściło w histogramie. Następnie, jeśli potrzeba rozjaśnić cienie. Wchodzi do gry Optimizer. Rozsądne zdaje się stosowanie jego stopni 3LV, 4LV i 5LV, zaś każdy z nich odpowiednio kompensować kontrastem +1, +2, +3. Czarno-białe zdjęcia nie robią się wówczas siwe, lecz zachowują naturalny kontrast. Muszę jeszcze sprawdzić, czy w przypadku zdjęć kolorowych, należy zmniejszać odpowiednio nasycenie -1, -2, -3.
![]() |
| Najczystsze ze zdjęć. Optimizer 3LV. Tryb Krajobraz. Kontrast -1. Nasycenie +1. |
Dystans: 72km.
![]() |
| Poza tym, co na mapie, zrobiliśmy jeszcze kilka okrążeń Gór Towarnych. |
Lektura dla ciekawskich:














Cieszę się, że Cię zmotywowałem :).
OdpowiedzUsuń