Jesienne liście
Wspomnienia
Nie dokładnie pamiętam, jak minął poprzedni tydzień. Musiał być monotonny, ale przypominam sobie, że w poniedziałek i wtorek dokładnie analizowałem fotograficzne rezultaty przywiezione z wycieczki w Góry Towarne. Później zająłem się "Lawinami" i tu pamięć mi szwankuje.
Z tymi "Lawinami" jest tak co roku. Ogłaszamy konkurs, ludzie wysyłają zdjęcia i jest z tym sporo pracy. Takiej monotonnej, automatycznej pracy. Sprawdzić pocztę, odpisać na maile, coś wytłumaczyć, wysłać przypominajkę, dodać do książki adresowej, dodać zdjęcia do dysku, uporządkować dysk, dodać do albumu, uporządkować album i od nowa. Sprawdzić pocztę... Od klikania w laptopowy touchpad zapaliła mi się cieśń nadgarstka i boli jak cholera. Nie mogę zgiąć, ani kręcić, ani podciągać się na drążku. Tyle mam z tych "Lawin" uciechy. Jak już z tym skończę, koledzy z KF "Źródło" będą głosować i razem ogarniemy doroczną wystawę. Dobrze, że "Źródłowcy" są zwarci i gotowi i wieszanie ogarniamy w trymiga.
Wspominając "Źródło", trzeba wspomnieć też robotę Olka. Od tygodnia morduje się z regulaminem galerii w MDK przy Janasa. Ogólny zarys już jest, trzeba go tylko dopracować. Niestety to dopracowywanie musi poczekać, aż wymaglujemy zgłoszenia "Lawin".
W czwartek zacząłem szykować się do sobotniej wycieczki. Przygotowałem marszrutę, baterie i nową, składaną szarą kartę, a w zasadzie to szarą blendę. Przygotowałem też siebie, ale o tym potem.
Wycieczka
Choć prognozy we wtorek były koszmarne - miało lać, wiać i być zimno, to w czwartek były aż nadto obiecujące. Dla odmiany miało być pełne słońce i 21st. C. W sobotę rano, choć niebo było stalowoszare, pogodynki reklamowały słońce, mgły i wysoką temperaturę.
 |
| Temat przewodni tej wycieczki - jesienne liście. |
 |
| W pochmurny dzień mokre, jesienne liście mają piękne kolory. |
Ubrałem się jak głupek - w dżinsy, adidasy i bawełnianą koszulkę. Tak to jest, jak się zaufa pogodynce. Mgły okazały się ciężkimi chmurami, z których lało do południa, obiecane 21 stopni rozpędzało się z 15 przez 5 godzin, a my przemoknięci do suchej nitki szliśmy lasem ku Kniei - mistycznej skale, której Google nie ma na zdjęciach.
 |
| Całe jesienne drzewa też wyglądają pięknie. |
Wytrwałość jest jednak naszą cnotą. Wytrwale gubimy się na jurajskich szlakach i odnajdujemy miejsca zaginione. Przemoczeni, ale nie zmarznięci zgubiliśmy się na szlaku żółtym, którego oznakowanie dawno zarosło krzakami i tak błądząc w poszukiwaniu ścieżki weszliśmy knieją na Knieję. Wspinaczkowa potrzeba eksploracji nieznanego zagnała nas na szczyt porośniętego buczyną wzgórza, na którym zobaczyliśmy na własne oczy grupę porośniętych mchem skał, których Google jeszcze nie widział. Póki co, nie zobaczy, bo zdjęć nie zrobiłem. Jeść mi się chciało, a w plecaku mieliśmy burratę, o której nie mogłem przestać myśleć.
 |
| Jesienny las nawet w mżawce jest ładny. |
 |
| Kamieniołom Kielniki. |
Nim jednak myślenie przełożyło się na działanie, zgubiliśmy się jeszcze dwa razy, ale zaraz potem, po burracie, trafiliśmy na drewnianą tabliczkę z napisem "Jaskinia Magazyn". "Magazyn" jest częścią atrakcji starego kamieniołomu Kielniki, do którego zmierzaliśmy i stąd już szybko dotarliśmy. "Magazyn" był zimny, a kamieniołom robił się powoli ciepły. Kiedy weszliśmy w jego najwyższy punkt, był już całkiem ciepły i zaczęło pojawiać się słońce.
Jeszcze mokrzy, ruszyliśmy w kierunku skałek "Szafy" i "Dziewicy", gdzie wiatr rozwiał wszelkie chmury i troski. Zrobiło się ciepło, słonecznie i bardzo miło. Tak oto w słońcu na wzgórzu po wschodniej stronie olsztyńskiego Orlego Gniazda fotografowałem krajobraz susząc mokre ubrania.
 |
| Ledwo weszliśmy w skałki, spotkaliśmy wspinaczy. |
 |
| Fotografując olsztyńskie wzgórza, suszyłem spodnie na wietrze. |
 |
| Suszyłem ja, suszyła i Ola. |
 |
| Wszędzie Ci wspinacze! |
 |
| Aż dziw, że tu nic nie wetknęli. |
Po jakichś dwu godzinach zachciało nam się kawy. Ruszyliśmy więc do Spichlerza - restauracji na północ od zamku. Restauracja wygląda pięknie i ma piękny widok, ale ziejące pustką pokoje, puste stoliki i niezachęcający bar zniechęciły nas do rozsiadania się. Może innym razem. Tym razem, zdecydowaliśmy się kierować gustem większości i kawę, trochę cienką, ale nie najgorszą, wypiliśmy w pizzerii u bram zamku. Tu nasz szlak skrzyżował się z rowerowym szlakiem brata i bratowej, którzy nadciągali ze Złotego Potoku. Wszyscy się posilili ciastkiem, kawą i kawałkiem pizzy i ruszyli dalej na szlak.
 |
| Tuląc się do Dziewicy spoglądamy na Lipówki i Biakło skąpane w popołudniowym słońcu. |
 |
| Wśród skałek i jałowców Biakła. |
 |
| W taki dzień niełatwo sfotografować skałkę bez turysty. |
Popołudniowe słońce zalewało wszystko ciepłymi promieniami, więc jeszcze trochę fotografowałem skałki i jałowce. W efekcie, nasza wycieczka zrobiła się bardzo długa i po drodze do domu musieliśmy się posilać w "Biedronce", bo plecaki mieliśmy już całkiem puste.
 |
| Turyści grzeją się w popołudniowym słońcu. |
 |
| Podobno to "Mały Giewont". Bardzo mały. |
Dzień był wybitny. Mieliśmy każdy rodzaj jesiennej pogody, przygody i widoków. Mieliśmy też burratę.
 |
| To zdjęcie udaje, że mieliśmy diapozytyw Velvia. Nie mieliśmy. |
Fotografia
Poprzednia wycieczka w Góry Towarne zrodziła satysfakcjonujące mnie efekty fotograficzne w kwestii kontrastu i całkiem niesatysfakcjonujące w kwestii koloru, czy raczej temperatury barwowej i szklanych filtrów. Filtry z plecaka już wyrzuciłem, a na ich miejsce włożyłem przyniesioną wprost z Paczkomatu szarą blendę (kartę). Wycieczka do kamieniołomu miała być dla niej poligonem doświadczalnym.
Po wycieczce w Góry Towarne postanowiłem bliżej przyjrzeć się kolorowi w fotografii. Dotąd mnie nie interesował, ale teraz zachciało mi się nad nim zapanować. To będzie zabawne, bo ja części kolorów nie widzę. Rozwiązaniem mojego upośledzenia będzie używanie rozwiązań standardowych. Standardowe ustawienia strefy twórczej aparatu, standardowa przestrzeń barwna sRGB, monitor ustawiony w standardowy tryb wyświetlania sRGB. Będę fotografował tak, jak większość osób zdjęcia ogląda. Nawet jeśli sam czegoś nie widzę, standardowe rozwiązania rozwiążą ten problem za mnie.
 |
| Standardowe rozwiązania fotograficzne. |
To podejście ma jednak wadę. Standardowe ustawienia balansu bieli mają zadane konkretne temperatury barwowe. Na przykład światło południowego słońca ma temperaturę 5500K, zaś światło w pochmurny dzień 6500K. Tak jest w warunkach idealnych. W rzeczywistości temperatura się waha, a kolory zmieniają. Użycie szarej karty przed każdym zdjęciem pokazuje jak duże są te wahania.
 |
| Wszystkie ćwiczenia ostatnich 6 tygodni są w tym zdjęciu. |
Przed zrobieniem każdego ze zdjęć w czasie wycieczki do kamieniołomu fotografowałem szarą kartę i ustawiałem własny balans bieli (Custom White Balance). Z początku szło mi trochę niezgrabnie i pomagała mi Ola, ale po pięćdziesiątym zdjęciu robiłem to już całkiem szybko. Efekty są dla mnie uderzające. Chociaż fotografowałem z włączonym Bracketingiem WB (ustawienie "Low"), i tak zawsze wybrałem wariant środkowy, który pochodzi z pomiaru szarej karty. Jedno zdjęcie musiałem skorygować w post-produkcji. Źle wykonałem pomiar - kartę ustawiłem do słońca, a fotografowałem skały w cieniu. Wyszły nieładnie niebieskie. Niebo też było zbyt niebieskie. Poza tym wszystkie zdjęcia mają kolory skalibrowane kartą.
 |
| Jedyne źle zbalansowane kolorystycznie zdjęcie. |
Balans bieli to jedno, inną rzeczą jest, jak kolor zaprezentować. Kolor ma barwę, jasność i nasycenie. W grę wchodzi jeszcze kontrast, który sprawia, że nawet jeśli sam kolor się nie zmienia, to zmienia się jego postrzeganie. W fotografii cyfrowej te jasności i wysycenia barw, a także relacje między kolorami trzeba ustalić. Służą do tego Presety, czyli ustawienia wstępne. Tych Presetów dostępnych jest prawdopodobnie nieskończona ilość, a i tak każdy może tworzyć kolejne. Zakres możliwości jest tak duży, że bardzo łatwo jest zdjęcie przekombinować. Przekonał się o tym każdy, kto choć raz używał suwaków w LR lub innym procesorze obrazu. Ja postanowiłem nie przedobrzyć i skorzystać z Presetów wbudowanych w aparat. U mnie jest ich 12, a każdy można modyfikować parametrami Kontrast, Nasycenie, Ostrość w sześciu stopniach. Ich zaletami jest to, że zawsze dają naturalnie wyglądające efekty, zakres manipulacji jest nieprzesadzony, a pożądany efekt uzyskuje się dzięki zrozumiałej nazwie Presetu, z których każdy subtelnie wzmacnia lub osłabia kolory powszechnie kojarzone z jakimś rodzajem obrazu. Nawet jeśli nie wiem, że jesienne kolory lepiej wyglądają na zdjęciach z większym kontrastem i wzmocnionymi kolorami żółtym i czerwonym, to Preset "Jesienne liście" tak został opracowany, żeby ten efekt uzyskać bez karykaturalnego przerysowania zdjęcia. Żeby lepiej zrozumieć działanie strefy twórczej Sony, wykonałem w poprzedni czwartek 150 zdjęć próbnych w parku z zastosowaniem wszystkich 12 Presetów, które Sony nazywa Creative Styles, a w nowszych aparatach Creative Looks. Te 150 zdjęć dobrze sobie opisałem, skrupulatnie przeanalizowałem, a wyniki tych analiz wkułem na pamięć.
 |
Preset "Jesienne liście", Kontrast +1, Nasycenie 0, Ostrość +1. Korekcja -1EV, Optimizer +5. Balans bieli z szarej karty. Panorama z aparatu. Clarity i Auto-Levels w C1. |
W sobotę w drodze na Jurę rozmyślałem, który Style zastosować. Było tak okropnie ponuro i ciemno, że miałem ochotę tylko na czarno-biały, no ale ten znam na wylot, więc musiałem wybrać coś innego. Na miejscu okazało się, że pomimo ponurego nieba, las jest bardzo kolorowy i na swój sposób radosny. Zdecydowałem się na Style "Jesienne liście". Preset ten zwiększa kontrast ogólny i ostrość zdjęcia, a także subtelnie wzmacnia kolory żółty i czerwony. O ile było to możliwe, nie używałem Optimizera, jedynie zaś kontrastu i oczywiście szarej karty.
Po południu, gdy słońce ostro świeciło na jurajskie ostańce, Optimizer i korekcja ekspozycji poszły w ruch i zaobserwowałem zjawisko do dalszego badania. Mianowicie, zdjęcia z Optimizerem nakładają winietę, a środek rozjaśniają jakby latarką. Muszę to zbadać dokładnie, bo o ile w sytuacji bardzo kontrastowej sceny korekcja ekspozycji i Optimizer już udowodniły swoją przydatność, to stosowanie Optimizera jako subtelnego rozjaśniacza delikatnych cieni staje pod znakiem zapytania przez wspomnianą winietę. Zbadam to w tym tygodniu.
 |
| South face ostańców Biakła. |
Po ostatniej wizycie w La Grocie w Kusiętach, zaciekawił mnie efekt działania redukcji szumów wysokiego ISO. W zasadzie to dzisiejsze matryce już nie szumią przy skromnych poziomach wzmocnienia sygnału, a jednak obrazy wspinaczy w Grocie były trochę "akwarelowe". W czasie wycieczki do kamieniołomu redukcję ISO wyłączyłem. Trzeba przyznać, że ta matryca jednak szumi, aczkolwiek jej szum bardziej mi chyba odpowiada niż efekt działania reduktora. W końcu ziarno zawsze było. W ćwiczonej przeze mnie sytuacji, to cyfrowe ziarno zostaje niestety nieładnie posklejane w zlepki i bryłki przez kompresor JPG. Widać to tylko z bliska i o ile ktoś nie jest pixel-peeperem to nie będzie to wielki problem. Tak czy inaczej, za tydzień włączę redukcję szumu w ustawienie "Low", żeby zobaczyć, czy lekkie odszumianie i kompresja JPG dają przyjemne dla oka rezultaty.
 |
| Bardzo ostre igiełki sosnowe. |
Koniec końców, brak odszumiania, Style "Jesienne liście" i zadany poziom ostrości Presetu na +1 wygenerowały obrazy o niezwykłej ostrości i kontraście. Przyznaję, że byłem zdumiony tak ostrością, jak jakością wykonanych w tym tygodniu zdjęć. Zbalansowane barwy też zrobiły swoje. Tak jak poprzednio, zdjęcia opracowałem wsadowo w C1 zadając mikro kontrast narzędziem Clarity i kontrast ogólny narzędziem Auto-Levels bez przycinania histogramu. W zdjęciach delikatnych tematów, jak na przykład liście, Clarity wyłączałem, bo zdjęcia były zbyt ostre.

Podczas obróbki zauważyłem jeszcze jedną ciekawostkę. Mianowice, zdjęcia skorygowane na -EV i rozjaśnione Optimizerem zawsze są korygowane w światłach przez narzędzie Auto-Levels, zaś C1 zdjęcia postrzega jako niedoświetlone. Zaobserwowałem, że korekcja -1EV podczas rejestracji dobrze znosi zwiększenie o 0,3EV w post. Jest zatem opcja, żeby w post produkcji zwiększać ekspozycję np. o 0,3EV i dopiero potem używać Auto-Levels. Chociaż komplikuje to sprawę obróbki wsadowej i zautomatyzowanej, to efekty są lepsze. Zdjęcia są bardziej żywe i kontrastowe. Może opracuję jakiś wsadowy Preset importowy do C1.
Dystans: 52km.
 |
| Byliśmy też na Kniei, a zamek minęliśmy od północy. |
Komentarze
Prześlij komentarz