Surowe światło Kostkowic – powrót na Jurajskie Szlaki
Zalew, wiosenne płazy i prawda efemeryczna Fotografii Odklejonej
![]() |
| W Dzibicach przywitała mnie surowość. |
Pamiętnik
Ostatnie miesiące spędziłem daleko od Jury. Najpierw Las Frankoński, potem Las Bawarski – tygodnie wśród świerków, buków i ciszy, która miała zupełnie inny ciężar niż ta jurajska. Krótki epizod w Beskidzie Wyspowym dopełnił tej wędrówki w stronę lasów, które od dawna mnie fascynowały.
W międzyczasie wydarzyło się wiele. Udział w wystawie „Jura, kraina bez końca” był dla mnie emocjonującym doświadczeniem. Letnie plenery 2025, podczas których zbierałem materiał do seansu fotoplastykonu, były tak intensywne, że po ich zakończeniu potrzebowałem odpoczynku od Jury. Klub "Źródło" żył własnym rytmem – konkurs „Lawiny”, wystawa pokonkursowa, wydarzenia ZPAF. Jura czekała cierpliwie.
Wycieczka
Zalew Dzibice przywitał mnie inaczej, niż bym chciał. Wszędzie walały się śmieci, a droga nad zalewem stała się torem wyścigowym dla motocyklistów i kierowców szybkich aut. Trudno było znaleźć tu spokój, trudniej jeszcze – sens rekreacji, który powinien łączyć ludzi z przyrodą, a nie od niej odrywać.
Jurajski Wędrowiec nie miał czasu, by ze mną rozmawiać. Objawił się jako porywisty wicher, który raz po raz przemykał nad wodą, a jego uwaga była skierowana gdzie indziej.
Wicher szeptał:
„Dziś nie mogę iść obok ciebie. Żaby próbują przejść przez drogę. Muszę je ratować przed kołami tych, którzy zapomnieli, że świat nie należy tylko do nich.”
Na polach wiatr szalał, niosąc ze sobą kurz i suche źdźbła traw. W lesie panował spokój – drzewa tłumiły hałas, a światło filtrowało się przez gałęzie, tworząc miękkie, kojące cienie. Spotykałem głównie płazy i nieliczne ptaki, jakby cała reszta zwierząt wycofała się w głąb lasu, uciekając przed ludzkim zgiełkiem.
Fotografia
Miałem ze sobą zestaw reporterski, lekki i szybki w użyciu. Południowe, ostre słońce nie sprzyjało fotografii kolorowej – barwy były wyblakłe, kontrast zbyt wysoki. Przełączyłem aparat w tryb czarno-biały, pozwalając, by światło i cień stały się głównymi bohaterami kadru.
W wysokim kontraście sfotografowałem kamienny wał umocniony drucianą siatką. W czerni i bieli wyglądał niemal kosmicznie – jak fragment obcej planety, surowy, nieprzystępny.
Znalazłem też graffiti na betonowym wale. W ostrym świetle wyglądało jak radosny znak życia, jakby ktoś próbował wprowadzić kolor tam, gdzie wszystko inne było szare.
Myślałem o efemeryczności światła i cienia, o tym, jak fotografia potrafi uchwycić to, co ulotne. Myślałem o słowach Derridy, że każda fotografia przedstawia słońce – nawet ta, która pokazuje cień. Myślałem o tym, że każde zdjęcie jest abstrakcją, interpretacją, a nie odbiciem rzeczywistości.
Fotografia dokumentalna ulotnych zjawisk gry światła i cienia w ujęciu abstrakcyjnym wydaje mi się dziś najwyższą formą sztuki fotograficznej. To właśnie tam rodzi się prawda efemeryczna – nagłe objawienie sensu, które nie wynika z miejsca, lecz z jego spotkania z patrzącym.
Moja prawda o Zalewie Dzibice była surowa. I taka pozostała.
![]() |
| Fragment obcej planety. |
Podsumowanie
Powrót na Jurę po dziewięciu miesiącach okazał się zderzeniem z rzeczywistością, której nie chciałem zobaczyć, ale którą musiałem przyjąć. Zalew Dzibice nie był miejscem harmonii, lecz miejscem napięcia – między naturą a człowiekiem, między światłem a cieniem, między tym, co efemeryczne, a tym, co brutalnie trwałe.
![]() |
| Niespiesznie spacerowałem wokół zalewu. |




Komentarze
Prześlij komentarz