Cisza, która nie zapomniała
Koniec cyklu „Jura jest kobietą” i pierwszy krok w stronę czasu
Zamykam cykl „Jura jest kobietą” i rozpoczynam nową opowieść. W Kroczycach, na cmentarzu wojennym, cisza mówi więcej niż słowa.
![]() |
| Ramię przy ramieniu. |
Pamiętnik
Minęły dwa miesiące, a ja czuję, jakby minęły dwa sezony. W tym czasie Jura ustąpiła miejsca Śląskowi, a ja — zamiast tylko patrzeć — zacząłem mówić.
Zostałem zaproszony do udziału w plenerach „Węglowa Atlantyda”, gdzie pod przewodnictwem Arkadiusza Goli i Michała Szalasta fotografowaliśmy miejsca, w których przemysł ustępuje przyrodzie. Dołączyli do nas Joanna Helander i Bo Persson, a ich obecność nadała wydarzeniu wymiar nie tylko artystyczny, ale i osobisty.
Zacząłem też pisać o fotografii — dla Ślązaga i Rudzianina. To nowe dla mnie doświadczenie. Dokumentowałem wydarzenia, prowadziłem wywiady (ostatni z Katarzyną Piechowicz), a w międzyczasie — w Sudetach — przypomniałem sobie, jak pachnie mgła.
Ale dziś wracam na Jurę. I to nie byle jak — bo z nowym zaproszeniem. Muzeum Śląskie zaprosiło mnie do udziału w wystawie „Tam, gdzie przeplatają się czasy”. Od teraz to mój główny kierunek. A dzisiejszy spacer już patrzy w stronę nowego.
Wycieczka
Cmentarz wojenny w Włodowicach, który nie krzyczy. Nie ma tu monumentalnych pomników, nie ma tłumów. Jest tylko las, mech i krzyże, które nie potrzebują podpisów.
Jurajski Wędrowiec pojawił się dziś inaczej niż zwykle. Nie przyszedł z wiatrem, nie wyszedł zza skały. Po prostu był. Stał przy jednym z krzyży i dmuchnął w powietrze. Wtedy światło zmieniło kierunek. Cień, który padał na ziemię, zaczął się cofać. Jakby czas zrobił krok wstecz. — „To miejsce pamięta więcej, niż sądzisz” — powiedział. I zniknął.
Wtedy zrozumiałem, że to już nie tylko spacer. To początek czegoś większego.
![]() |
| Poległ na obcej ziemi. |
Fotografia
Motyw: Krzyż pochylony w stronę światła.
Czarno-białe zdjęcia mają w sobie coś z ciszy. Nie krzyczą kolorem, nie odciągają uwagi. Pozwalają patrzeć. Dziś fotografowałem bez koloru, kontrolując kontrast — nie tylko światła i cienia, ale też obecności i nieobecności.
Krzyż, który sfotografowałem, był pochylony. Nie złamany, nie zniszczony — po prostu zmęczony. Jakby chciał odpocząć. Światło padało na niego z boku, miękko, jak ręka na ramieniu. W kadrze nie było nic więcej. I nic więcej nie było trzeba.
Nowy rozdział
To był pierwszy spacer z cyklu „Tam, gdzie przeplatają się czasy”. Od teraz wędruję tam i tylko tam, gdzie przeplatają się czasy. I choć zmienia się tytuł moich jurajskich spacerów, intencja pozostaje ta sama: słuchać miejsc i ich historii.
![]() |
| Śmiercią złączeni. |
![]() |
| Nie ma trasy, nie ma szlaków. Fotografowałem wyłącznie cmentarz. |






Komentarze
Prześlij komentarz