Jurajskie szlaki

Powrót na Jurę

Wspomnienia

W ubiegłym tygodniu postanowiliśmy z Olą wrócić na Jurę. Tych powrotów nie ma końca. Cały czas wracamy na Jurę. Jura okazuje się lekarstwem na całe zło. Tym razem będziemy leczyć zasiedzenie.

Na Jurę, o ile dobrze pamiętam, zacząłem jeździć po 2004 roku. Były to początki mojej wielkiej przygody ze wspinaniem. Zdobywałem tam swoje pierwsze wspinaczkowe szlify, blizny i odwagę. Później jurajskie skałki były areną zmagań z własnym niedowartościowaniem, lekarstwem po zawirowaniach życiowych, aż w końcu stały się podium dla wytrwałych i nagrodą za nieustępliwą walkę z przeciwnościami losu.

Od wszystkiego trzeba jednak odpocząć, czasem trzeba zmienić otoczenie i spróbować innych smaków życia, by w końcu zrozumieć, że inne smaki są chyba jednak dla innych. Po każdych przerwach zawsze były powroty. Wracałem więc na Jurę. Wracałem, by się doszkolić i wyruszyć w większe ściany i góry. Wracałem, by zdobywać formę potrzebną do innych przygód. Wracałem, żeby się zgubić gdzieś w lesie i pochodzić w śniegu.

Na Jurę zaczęła też jeździć Ola. Chyba po 2012. Trochę towarzysko, trochę na spacer, z czasem gdzieś na wędkę, później na prowadzeniu. Od kiedy bardzo przestraszyła się burzy na Małej Mojstrovce w Alpach Julijskich, na Jurę jeździ już raczej tylko na spacery.

Było tych jurajskich wyjazdów dobrze ponad 1000, może z 1500. Były tysiące wspinaczek i 1000 klasycznie pokonanych dróg wspinaczkowych. To kawał życia, mnóstwo wspomnień i gromada przyjaciół. Takich prawdziwych, którzy zostają przyjaciółmi nawet po latach. No i są też zdjęcia. Poukładane w kolejne roczniki Climbing Team, a na zdjęciach te wszystkie nasze przygody. No może nie wszystkie, bo tylko czasem mieliśmy aparat ze sobą. Nikomu nie chciało się fotografować, każdy miał napał na wspinanie, a i tak tych zdjęć jest sporo.

W 2020 życie się spieprzyło, albo spieprzyli nam je jacyś "oni". Pozamykali nas w domach. Chroniąc przed strasznym wirusem wpędzili w straszne depresje. Wbrew wszystkiemu, co nam wmawiano, świat się jednak nie skończył i trzeba było znowu stanąć na nogi. I znowu były jurajskie wyjazdy. Na spacery, żeby w końcu wyjść z domu, pobyć gdzieś, gdzie jest ładnie. I tak na zmianę nas zamykali i wypuszczali, a my z domu uciekaliśmy na Jurę.

Kiedy pandemiczne groźby przestały już robić na kimkolwiek wrażenie, jacyś inni "oni" wymyślili wojnę, a inni "oni" kryzys, inflację i brak owsianki w sklepie. Spierdolili nam 3 lata życia, ci "oni".

Jurajskie szlaki. Dziennik wielkiej wędrówki wszystkimi szlakami Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Łukasz Cyrus, 2023.
Już nam obrzydło to siedzenie w domu i dopasowywanie się do kolejnych wymysłów "onych" i postanowiliśmy przestać. Najlepszym sposobem przestania będzie pojechać na Jurę i iść przed siebie. W końcu 1500 wyjazdów to był dobry początek, żeby polubić Jurę. Kolejne 1500, by poznać ją całą.

Postanowiliśmy przejść wszystkie jurajskie szlaki.